Pl / En

Człowiek Fotografii

Volker Hinz

In Love with Photography

Zdjęcia Helmuta Newtona są doskonale znane. Na dźwięk jego nazwiska wielu wielbicielom fotografii natychmiast staną w pamięci konkretne obrazy, a mianowicie długonogie kobiety na wysokich obcasach, zwykle skąpo ubrane i ociekające seksapilem. Ale nie wszyscy, którzy znają jego zdjęcia, wiedzą, jak wyglądał sam Newton. Nie znają też jego żony, Alice Springs, również znanej fotografki. Albo, czy ktokolwiek widział prawdziwą Cindy Sherman, bez żadnej ze swoich masek? A co z Bruce’em Gildenem z Magnum Photos, którego zdjęcia dają widzowi złudzenie, że znalazł się w samym środku akcji? I kto zna człowieka stojącego za zdjęciami przyprawiającymi o gęsią skórkę – Rogera Ballena?

Na szczęście dla tych, co kochają fotografię i są ciekawi, kto za nią stoi, Volker Hinz, od niemal 40 lat etatowy pracownik niemieckiego tygodnika „Stern”, sportretował wielu twórców niezapomnianych zdjęć. Jego poczucie humoru i pełne czułości spojrzenie na swoich kolegów okazują się tak samo przyjemne, jak pouczające. W roku 2015 wydał książkę o wiele mówiącym tytule In Love with Photography, ukazującą ponad 170 najbardziej znanych fotografów, wśród nich pojawiły się nazwiska takie jak: André Kertész, Robert Mapplethorpe, Duane Michals, Elliott Erwitt, Annie Leibovitz, Peter Lindbergh, Alfred Eisenstaedt, Lisette Model, Sebastião Salgado, Richard Avedon i wiele innych.

Te zdjęcia, to coś więcej niż zwykłe portrety. Mówią
o poczuciu humoru i zaangażowaniu, z jakim Volker Hinz podchodzi do swoich kolegów fotografów. Z nieodłącznym błyskiem w oku, zawsze wie, jak przekonać ich do jakiejś pozy albo podejść ich w niespodziewanym momencie. Martin Parr napisał: „Nie miałem pojęcia, że zrobiłeś mi zdjęcie”, a Alice Springs spytała z zaskoczeniem: „Kiedy przyłapałeś Helmuta
z tymi szpilkami? Nie pamiętam!” Sęk w tym, że żona jest na tym samym zdjęciu, stoi za żywopłotem i rejestruje tę scenę własnym aparatem. Wygląda na to, że Volker Hinz jest w stanie stać się na tyle niewidzialnym, że nawet stosunkowo głośny trzask migawki jego Hasselblada nie przeszkadza fotografowanym osobom.

Dla Volkera Hinza nie ma znaczenia, czy zdjęcia robi na zlecenie, czy dla przyjemności. Nigdzie nie rusza się bez aparatu, ma taki sam entuzjazm dla historii, którą tropi dla gazety, jak ciekawego obrazu, na który natyka się, wracając do hotelu po ukończonym dniu zdjęciowym.

Volker Hinz jest flanerem chwili w najlepszym tego słowa znaczeniu. Zawsze poluje na to, co niespodziewane. Najbardziej lubi wmieszać się w tłum na konferencjach fotograficznych albo otwarciach galerii i robić zdjęcia tam, gdzie nikt się ich nie spodziewa. Nie poprzedzając ich wcześniejszym kontaktem wzrokowym. Nazywa to „kradzionymi chwilami”. Jest fotografem jednego zdjęcia i prawie nigdy nie pudłuje. Zapytany, w jaki sposób obiera sobie modeli, przyznaje, że fotografuje tylko tych, których pracę podziwia.

Jego zdjęcia ukazują się w wielu międzynarodowych magazynach, takich jak „GEO”, „Life”, „Look”, „New York Magazine”, „Vanity Fair”, „Photo” czy „Paris Match”. World Press Photo i niemiecki Art Directors Club wielokrotnie nagradzały projekty Volkera Hinza. Jego fotografie były częścią wielu wystaw w Niemczech i na całym świecie, można je znaleźć w licznych kolekcjach prywatnych i muzeach.

Henriette Vaeth-Hinz

Volker Hinz, Drawing
II, 1987
PND_VH_www (5 of 6)
Volker Hinz, Eliott
Erwitt, 1990
Volker Hinz, selfportrait, 2013
Volker Hinz, Invisible photographer,1987